...czyli nieco o ŚM i inne takie ooo XD

Wpis

wtorek, 20 lipca 2010

oolik *-*

Ciemno... Nadal nic nie widać...
-Wstawać czy nie? - mruknął sam do siebie Kriss. Wygramolił się powoli z łóżka patrząc jakby z tęsknotą za ciepłym łóżkiem. Zszedł zmęczonym krokiem po schodach i zobaczył jeszcze lekko tlące się drewno w kominku.
-To mi się trafiło! - rzekł i uśmiechnął się patrząc w żar. Wyciągnął ręce w stronę przygasającego już drewna mając nadzieję, że nieco się ogrzeje.
- Pff... - zdmuchnął z czoła włosy - nie chce mi się nigdzie iść!
- Często gadasz sam ze sobą...? - Kriss natychmiast zaczerwienił się i z dziwną miną odwrócił się do tyłu. W przedsionku między dormitoriami stała jakaś dziewczyna. Zbiegła zwinnie po schodach i zatrzymała się kilka kroków od niego, jakby ze strachem, lecz nie było po niej widać, żeby czegokolwiek w tej chwili się bała. Założyła zawiadacko ręce i spojrzała na niego. Nic nie mówił...
-Rozumiem, że najbardziej odpowiada ci twoje towarzystwo, ale może jednak dobrze by było nawiązywać jakiekolwiek kontakty z innymi ludźmi? - rzekła i uśmiechnęła się w jego stronę. -Wybacz, zamyśliłem się - wyrwał nagle po chwilowej ciszy - Jestem Kriss, nie widziałem cię tu wcześniej, ale... chwila! To nie ty sugerowałaś Snape’owi, że wyciąg z kozich oczu jest zbyt stężony?
-Mhm... Taaak, to byłam ja - odgarnęła swoją grzywkę i zaczęła się śmiać.
-Widzisz? Ja też mu to sugerowałem, ale nie chciał mnie słuchać... - nagle mina mu się zmieniła - w dodatku na szlabanie kazał mi oddzielać śluz gumochłona - wzdrygnął się lekko.
-Ale śluz gumochłona jest fajny! - powiedziała z szerokim uśmiechem.
-Byłby fajny, gdybym nie musiał go dotykać... - rzekł ze zniesmaczoną miną i wstał. Nie zauważył, że nadal jest w piżamie! Myślał, że o tej godzinie wszyscy będą już zajęci i będzie sam w pokoju wspólnym, ale ktoś najwidoczniej miał inne plany. Pobiegł szybko przebrać się zauważając kątem oka rozbawioną twarz dziewczyny. Po chwili zszedł ze schodów i zdziwił się lekko, gdy zobaczył ją czekającą na niego.
-Czemu nie poszłaś? - spojrzał na nią zaciekawiony i zdziwiony zarazem.
-Nie grzeszysz rozumem... Po pierwsze, nie przedstawiłeś się mi. Po drugie, nie chce mi się iść na transmutację. Iii, po trzecie, chciałam na ciebie poczekać. - powiedziała wesołym tonem. widocznie miała bardzo dobry humor, obawiał się jednak, że transmutacja zmieni ten stan rzeczy.
-Wybacz - znów zaczerwienił się lekko - Kriss. Kriss Vircmann - podał jej dłoń i ścisnął lekko gapiąc się na nią swoimi szarymi oczami. - A z tą transmutacją... cieszę się, że nie jestem sam, nienawidzę tego przedmiotu! Wolałbym siedzieć na eliksirach i gap... to znaczy słuchać Snape’a! A czemu chciałaś na mnie poczekać? Jeśli już wszystko wyjaśniamy, zróbmy to do końca. Ach... może już wyjdźmy z dormitorium? Jest już całkiem późno - i ruszył przez otwarty właśnie obraz Grubej Damy patrząc jakby zachęcająco na nią.
-Ja? Nazywam się Susanne Izpratti, ale mów mi Sue.
Szli schodami w dół, przeszli przez kilka tajnych przejść, których Kriss nie znał, wolał nie ryzykować, że natrafi na stado pająków lub zalane śluzem gumochłona pomieszczenie... Miał z nimi złe wspomnienia, do dziś pamięta jak został oblany w ramach ‚żartu’ tymże śluzem, przez co trafił do szkolnego szpitala. Przez te wszystkie wspomnienia i głupią wyobraźnię Kriss wzdrygnął się, przez co zwrócił na siebie kilka spojrzeń uczniów.
Weszli do klasy i zajęli miejsca. McGonagall już sprawdzała obecność wpisując w odpowiednie rubryki nazwiska swoim zielonym piórem z końcówką, która była w malutkich i puszystych zielono-fioletowych piórkach.
-Kriss... - szepnęła Sue w jego stronę. Kriss odwrócił się po chwili do dziewczyny i aż zaśmiał się cicho. Nauczycielka spojrzała znacząco w ich stronę spod swoich małych okularów i prychnęła.
-Zobaczyła? - leddwo wypowiedziała leżąc ze śmiechu na ławce. Widząc spojrzenie nauczycielki natychmiast się podniosła i wyprostowała, chrząkając cicho jakby na wszystkich, prosząc tym o spokój - transformacja niepełna, muszę to wyjaśnić...
Znów zaczęła się śmiać, tym razem prawie bezgłośnie.
-Co ty tam masz? - Kriss starał się wydłużyć szyję i wychylić się poza krzesło, żeby zobaczyć jej ukryty pod stołem przedmiot.
-Cśś... Tylko zachowaj spokój, to może cię zszokować - mówiła naśladując McGonagall. Wyciągnęła spod ławki kapelusz nauczycielki! Był oblany do połowy różowym tuszem i postrzępiony na końcach.
-Co ty zrobiłaś?! - powiedział dławiąc się przemyconą do klasy czekoladową żabą - skąd to masz?
-Pf... - zdmuchnęła paproch z rękawa próbując nałożyć na głowę kapelusz, jednak ONA znów spojrzała. Patrzyła nieprzerwanie od minuty obserwując ich zachowanie. Odsunęła krzesło i ruszyła w ich kierunku szybkim krokiem, jakby od tego zależało jej życie.
-Co tu się wyrabia...?! - wrzasnęła opluwając ławkę i pergaminy.
-Ależ pani profesor! My wciąż dzielnie i nieprzerwanie się uczymy! - odrzekł Kriss udając osobę, która właśnie została oskarżona o coś strasznego.
-Taaak? Pokaż mi w takim razie co zapisałeś na dzisiejszej lekcji - wyciągnęła w jego kierunku dłoń oczekując na zapisany pergamin.
-Jak miałem cokolwiek dzisiaj zapisać jeśli nic panie profesor nie powiedziała? - zapytał patrząc na nią i uśmiechając się z satysfakcją.
-No tak, to było poprostu takie moje standardowe pytanie do ucznia, hihi - zasłoniła z gracją pomarszczoną dłonią usta robiąc minę szczęśliwego kota... Oboje patrzyli na nią przez chwilę, a potem wybuchnęli śmiechem, na co ona już nie reagowała.
-Dobrze, dzisiaj zajmiemy się transmutacją gatunkową na przykładzie lamy i kozy... - kończąc zdanie jakby urwała swoją dalszą myśl, zastanowiła się chwilę drapiąc się przy tym po swojej siwej głowie i rozsiadła się luźno na swym profesorskim krześle zerkając dyskretnie w podręcznik do transmutacji.
Ani Sue, ani Kriss nie mieli zamiaru jej słuchać, kozy i lamy znali aż za dobrze.
-Tak więc, zacznijmy od scharakteryzowania transmutacyjnego zwierzęcia, jakim jest koza...
W momencie, gdy nauczycielka zamknęła usta w górę poszybowała ręka dziewczyny o kasztanowych włosach. Poprawiła sobie idealnie ułożoną fryzurę i otworzyła usta mówiąc:
-A czy opowiadanie o lamach i kozach nie jest zakazane?
W klasie zaczęto szemrać, jakoby McGonagall opowiada zbereźne rzeczy, które mają nastawić źle młodych adeptów magii do kóz i lam. Jej plan był niezwykle chytry... Chciała nauczyć młodzież transmutacji ów zwierząt, aby zamieniali na całym świecie lamy w kozy i kozy w lamy, ażeby lamy zamienione w kozy nie umiały mdleć, a kozy zamienione w lamy nie miały możliwości mdlenia z tego powodu, że nie mają obrębu omdlenia w swym zamienionym lamim mózgu. Kriss natychmiast wstał z miejsca i przemówił.
-Czy jest pani za zakazem mdlenia kóz? - jego spokój w głosie był tylko złudnym spokojem, tak naprawdę w środku toczyła się walka ze samym sobą. Jak może chodzić na takie lekcje?! Przecież to ubliża koziemu i lamiemu światu! Kriss nie zamierzał czekać na odpowiedź okropnej nauczycielki. Sue jakby wyczuła, że chłopak ma wyjść z klasy trzaskając drzwiami na znak protestu. Również powstała poprawiając zagiętą spodnicę i ruszyli równym krokiem w stronę drzwi. Nie zamierzali nic mówić, nic wyjaśniać, a tym bardziej przepraszać. Byli zdecydowani. Za dużo się stało, za dużo usłyszeli i z pewnością za mocno to odczuli. Wychodząc usłyszeli jedynie McGonagall zwracającą się do dziewczyny o kasztanowych włosach:
-Jak się nazywasz eee... panno?
-Ginka Weasley psze pani...

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
krissuuu
Czas publikacji:
wtorek, 20 lipca 2010 23:13

Polecane wpisy

  • Indywidualnie.

    Od początku tygodnia Młoda ma zajęcia na indywidualnej ścieżce nauczania. Polega to na tym, że w ciągu tygodnia ma przeplatane lekcje z „okienkami”,

  • Szkolnie polonistycznie

    W jeden z poniedziałków miałam Dzień Otwarty w szkole. Nie było zebrań klasowych, ale można się było spotkać z nauczycielami. Wiedziałam, że zapewne będą kolejk

  • Szkoła i praca

    Tymon dziś nie chciał iść do szkoły, a ja do pracy. Mówi, że denerwuje go hałas w szkole. Ja siedzę w tej chwili w słuchawkach wyciszających.

  • Raport.

    Nie umiem już ubierać w tytuły adekwatne do treści wpisu, ale to nie o to chodzi.  Od dziś jestem na L4 na opiekę nad dzieckiem. W piątek byłam z Manią

  • 1AY

    Puszczam ich wszystkich, tak. Kobiety, uśmiechające się przepraszająco przepuszczam, i owszem. Od tego są, żeby uśmiechać się przepraszająco, inaczej nikt ich n

Wyszukiwarka

Ostatnie wpisy

Kanał informacyjny